wtorek, 13 stycznia 2009

Aforyzmy - Phil Bosmans


„Czasami wydaje nam się, że mieszka w nas dwóch różnych ludzi. Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka prezentujemy światu. Jest też i ten drugi, którego się wstydzimy, i tego ukrywamy. W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry, a jedynie dokonuje czynów, których sam często nie rozumie. Dlaczego tak jest? Dlatego, że człowiek nie jest Bogiem, nie jest też aniołem, ani jakąś nadistotą, a jedynie małym pielgrzymem w długiej, dalekiej drodze swojego życia. Własne słabości czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie, będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć, dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni i delikatni w słowach, i wzajemnie kontaktach.”


"Bogactwem człowieka są: uśmiech, przyjazny gest, pogodne słowo.”


"Budzić nadzieję w sobie i innych, oznacza: dodawać odwagi, dodawać życia.”

niedziela, 11 stycznia 2009

Woody Allen

My one regret in life is that I am not someone else

wtorek, 2 grudnia 2008

Samotność w tłumie

Samotność – zjawisko subiektywnie odczuwane, stan emocjonalny człowieka wynikający najczęściej z braku pozytywnych relacji z innymi osobami. Ma wydźwięk negatywny.

Funkcjonuje w wymiarze temporalnym – może być chroniczna, albo występować przejściowo, w chwilach zerwania więzi emocjonalnej, w warunkach straty bliskiej osoby. Człowiek może doświadczać krótkich, chwilowych stanów samotności, pomimo posiadania adekwatnych związków z innymi ludźmi

Samotność K.K Baczyński

O! nie jestem człowiekiem: huczy noc nade mną.
Płomień mój jak anioły odchodzące w ciemność.
Ogromne, całe w blasku sine piętna czasu
jak odrzucone w wieczność pokolenia głazów.
O! nie jestem człowiekiem. Koła nieboskłonów
trzeszcząc suną przeze mnie ziemią ocaloną.
Ocaloną? Czas taki: tak dawno; już nie wiem,
już nie pomnę, kto ziemię tak odcisnął w niebie,
wiem tylko żem zgubiony, o, ten czas bez ludzi
to bez twarzy zwierciadło, które z wolna studzi
jakieś płomienie mroczne, kształty w siebie zbiera,
i ja w nim bez odbicia, i ja w nim umieram.
O,, dajcie mi spojrzenie, przywróćcie choć przyśpiew
żuków w lwiej paszczy, choć do oczu liście
mi przyłóżcie, bym poznał jeden nerw nie ciemny
i jeden kolor żywy i nie nadaremny.
Nie ma ludzi. To tylko tragiczność tak krzepnie
w pomniki fantastyczne rosnące beze mnie
i poza mną rosnące. Wzrok ich jak zasłona
i za grzech pierworodny odjęte ramiona.
O, daj mi ten grzech poznać. Nikt na mnie nie woła.
O, daj mi choć szatana poznać, lub mi daj anioła.
0, wróć mi czyn przedwieczny lub milczenie wróć mi,
abym człowiekiem chodził między tymi ludźmi,
których pamiętam jeszcze i których ujrzałem
w widzeniu ostatecznym. Niech się staną ciałem.
A ja spośród ciemności widzę tych, co niosą
swoje stopy przez ogień i przechodzą boso
po tych zgliszczach pożogi, którą sami wznieśli
i której na ramionach wątłych [nie] unieśli.
A ja spośród ciemności tych widzę, co bluźnią,
bo na zmartwychpowstanie przybyli za późno,
i tych, co ściąwszy serce czyjeś jak kwiat ciszy
płaczą z ognistej studni, gdzie ich nikt nie słyszy.
I czuję na swych oczach dłonie potępione,
co niewiarę i ciemność na dzieci włożyły
i tych, którym starczyło do pół-zbrodni siły,
a cały grzech przez wieki niosą na ramionach.
A ja spośród ciemności. 0, ja nie człowiekiem,
ja tylko głosem bożym zbawionym od piekieł,
któremu - odciętemu od ust wzdętych nieba -
czynów boskich nie stało, a ludzkich nie trzeba.

niedziela, 23 listopada 2008

Rodzinie....

Wczorajszy wieczór skłonił mnie do wielu refleksji. Myślałem o wielu sprawach, ale jak zwykle sytuacja mojej rodziny najbardziej mnie przygnębiła.

Brat

Z Arkiem nie mam kontaktu od ponad 10 miesięcy. Ciężko mi z tym i cholernie mi przykro. Kiedyś powiedział mi: "Artur, ty jesteś moją jedyną rodziną. Trzymajmy się razem, a zobaczysz że nie zginiemy." Te słowa były dla mnie tak ważne i pełne treści. Teraz jednak tracą swoją wartość. Praktycznie od zawsze czułem się jedynakiem, ale kiedy pojawił się w moim życiu znaczył dla mnie wiele. Z Arkiem mam 100 razy więcej wspomnień niż z własnym ojcem. Teraz gdy od niemalże roku na naszej lini jest cisza, czuję, że mogę go stracić na zawsze...

Mama

Mama w moim domu była autorytem, który zawsze miał rację. Nie znosiła sprzeciwu, potrafiła odwrócić kota ogonem nawet wtedy, gdy jej argumenty były bardzo kiepskie. Ode mnie od zawsze dużo wymagała - dyscypliny, posłuszeństwa, samych piątek i szóstek. Kiedy szło coś nie tak wpadała w złość. Relacje z mamą, pogorszyły się w czasie mojego dojrzewania. Nie mogła się pogodzić z tym, że jej ukochany synek wchodzi w dorosłość. Młodzieńczego ducha próbowała stłamsić i zatrzymać przy sobie. Szokiem były dla niej niespodzianki życia codziennego jakie jej wtedy serwowałem: policja, alkohol, ucieczki z domu. Nie pasowała jej nawet muzyka jakiej słucham, nie pasowało jej nic co stawało się początkami dorosłego Artura. Nie podobało się jej to , że mam dziewczynę. Bo ja muszę się uczyć, a nie tracić czas na pierdoły. Na miłość przyjdzie czas:po zakończeniu edukacji. Po pewnym czasie jednak zrozumiała swoje błędy. Po raz pierwszy przyznała się do swoich wad i porażki życiowej. od tamtej pory wiele ze sobą rozmawialiśmy.Powiedziała mi niedawno przy papierosku: "Artur szanuj rodziców, bo będziesz ich miał najkrócej. Między Tobą a Arkiem jest duża różnica, on miał rodziców dłużej niż TY". Moje relacje z mamą, od dawna pozbawione są uczuć. Mamy identyczne charaktery. Odziedziczyłem po niej nerwy, egocentryzm, dyktaturę i bezwzględną rację w każdej sprawie. Kiedy się kłócimy to dzieje się istna burza. Denerwuje mnie najbardziej, że mama ingeruje w życie 20-letniego chłopaka. Zawsze nie podobają się jej moje decyzję, ona zawsze musi skomentować moje zachowanie. Nigdy nie podniosła mnie na duchu, ale raczej zawsze widziała co do mojej osoby czarne scenariusze. Przyzwyczajona do moich sukcesów, nie przyjmuje teraz do wiadomości żadnej mojej porażki. Traktuje mnie jak maszynę, która ma przynosić jej same dobre wiadomości, z której może być dumna, która podtrzymuje ją przy życiu.

Dlatego też ostatnio ograniczyłem kontakt z nią. Jeden telefon raz w tygodniu, po pieniążki, przy okazji powiem, że u mnie wszystko ok, a w odpowiedzi usłyszę, wyszlochane zdanie: "Artur ucz się i skończ studia" Strasznie mnie to podłamuje...

Tato

Nigdy nie mogłem liczyć na jego silną rękę i autorytet. Autorytetem była mama, to jej trzeba było słuchać, to ona była głową rodziny. To ona miała łeb na karku, to ona musiała się o wszystko martwić. Wszelkie próby przejęcia kontroli przez mojego ojca były duszone w zarodku. Jeśli z ojcem kojarzą się jakieś wspólne wypady, przejażdżki, wakacje, wspólne piwko w czasie meczu to niestety nie dotyczą one mojego ojca. Mój tato ciężko pracował przez swoje całe życie, przynosił pieniądze na stół i jego rola w rodzinie kończyła się. Poźniej siadał przed telewizorem, czasem poczytał gazetę albo godzinami ciułał swoje peudopustelnicze życie na działce ogrodniczej. Działka była jego całym życiem, uwielbiał pielęgnować rośliny, siać, plewić, oddychać świeżym powietrzem.

piątek, 21 listopada 2008

Weekend

No i właśnie leżę w moim łóżku, długo wymarzony weekend w końcu nastał, więc chyba powinienem być zadowolony. A jednak. Stres, który towarzyszy mi przez ostatnie dni daje mi się we znaki, 3 godziny snu w ciągu doby wykańcza mnie fizycznie. Do tego wszystkiego przychodzi złość na samego siebie, że się popisało takie bzdury na wykładówce, która była do zdania.

Ciąży mi też sprawa związana z moją przyjaciółką. Czuję, że Ala oddala się ode mnie, a ja w tym wszystkim jestem Bogu ducha winny. Studia zabierają mi życie codzienne, każdą wolną chwilę staram się spędzać z Aśką. Może rzeczywiście zaniedbałem moją przyjaźń, ale nie bardzo wiem jak znaleźć czas w tym zapchanym tygodniu na jej naprawę. Zauważam, że Ala dystansuje się ode mnie, zamyka się w sobie, a naszą przyjaźń odbiera bardziej jako coś rutynowego, niż na poważnie.

Chcę z nią porozmawiać, ale coś ostatnio nie potrafimy do siebie dotrzeć. Może dzisiejsza impreza urodzinowa Kasi pozwoli mi na to?

P.S A odpowiedzią na moją spartaczoną wykładówkę jest znany wam już cytat:

Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo,
zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska.

Józef Piłsudski, dedykacja dla Żołnierza Polskiego

środa, 19 listopada 2008

Moje życie

Mało śpię, dużo się uczę, jestem pobudzony....

Denerwuję się, jestem rozkojarzony, zamyślam się...

wtorek, 18 listopada 2008

Sercem pisane




****
Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzecz główną,
Powiem ci: śmierć i miłość - obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia -
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.

****

Posyłam ci bezdomne moje serce.
Co chcesz z nim zrób.
Na swoje zamień to bezdomne serce
Lub zatrać, zgub.
Wdzięczne ci będzie to bezdomne serce
Nawet za grób.

****
Rozczochrane myśli snują się po jej skórze
Słowa głupawe milkną dopiero w jej oczach
Rosa na włosach i wicher dący z jej strumienia
zabija w sobie moralność, obnażając krągłe zamiary

Gesty jak stateczek w górskim potoku
rozbijają się o ląd własnego sumienia
Kroczę za nią na dno, przedzieram się przez gęstwinę dzikich pojękiwań
Na nich moralność!
Na nic słowa papierkowych mędrców!
Dzisiaj znowu stanę vis a vis jej gwiazdy
Sięgnę po ciemny nieboskłon
By smutek zatopić w pożodze pożądania.