niedziela, 23 listopada 2008

Rodzinie....

Wczorajszy wieczór skłonił mnie do wielu refleksji. Myślałem o wielu sprawach, ale jak zwykle sytuacja mojej rodziny najbardziej mnie przygnębiła.

Brat

Z Arkiem nie mam kontaktu od ponad 10 miesięcy. Ciężko mi z tym i cholernie mi przykro. Kiedyś powiedział mi: "Artur, ty jesteś moją jedyną rodziną. Trzymajmy się razem, a zobaczysz że nie zginiemy." Te słowa były dla mnie tak ważne i pełne treści. Teraz jednak tracą swoją wartość. Praktycznie od zawsze czułem się jedynakiem, ale kiedy pojawił się w moim życiu znaczył dla mnie wiele. Z Arkiem mam 100 razy więcej wspomnień niż z własnym ojcem. Teraz gdy od niemalże roku na naszej lini jest cisza, czuję, że mogę go stracić na zawsze...

Mama

Mama w moim domu była autorytem, który zawsze miał rację. Nie znosiła sprzeciwu, potrafiła odwrócić kota ogonem nawet wtedy, gdy jej argumenty były bardzo kiepskie. Ode mnie od zawsze dużo wymagała - dyscypliny, posłuszeństwa, samych piątek i szóstek. Kiedy szło coś nie tak wpadała w złość. Relacje z mamą, pogorszyły się w czasie mojego dojrzewania. Nie mogła się pogodzić z tym, że jej ukochany synek wchodzi w dorosłość. Młodzieńczego ducha próbowała stłamsić i zatrzymać przy sobie. Szokiem były dla niej niespodzianki życia codziennego jakie jej wtedy serwowałem: policja, alkohol, ucieczki z domu. Nie pasowała jej nawet muzyka jakiej słucham, nie pasowało jej nic co stawało się początkami dorosłego Artura. Nie podobało się jej to , że mam dziewczynę. Bo ja muszę się uczyć, a nie tracić czas na pierdoły. Na miłość przyjdzie czas:po zakończeniu edukacji. Po pewnym czasie jednak zrozumiała swoje błędy. Po raz pierwszy przyznała się do swoich wad i porażki życiowej. od tamtej pory wiele ze sobą rozmawialiśmy.Powiedziała mi niedawno przy papierosku: "Artur szanuj rodziców, bo będziesz ich miał najkrócej. Między Tobą a Arkiem jest duża różnica, on miał rodziców dłużej niż TY". Moje relacje z mamą, od dawna pozbawione są uczuć. Mamy identyczne charaktery. Odziedziczyłem po niej nerwy, egocentryzm, dyktaturę i bezwzględną rację w każdej sprawie. Kiedy się kłócimy to dzieje się istna burza. Denerwuje mnie najbardziej, że mama ingeruje w życie 20-letniego chłopaka. Zawsze nie podobają się jej moje decyzję, ona zawsze musi skomentować moje zachowanie. Nigdy nie podniosła mnie na duchu, ale raczej zawsze widziała co do mojej osoby czarne scenariusze. Przyzwyczajona do moich sukcesów, nie przyjmuje teraz do wiadomości żadnej mojej porażki. Traktuje mnie jak maszynę, która ma przynosić jej same dobre wiadomości, z której może być dumna, która podtrzymuje ją przy życiu.

Dlatego też ostatnio ograniczyłem kontakt z nią. Jeden telefon raz w tygodniu, po pieniążki, przy okazji powiem, że u mnie wszystko ok, a w odpowiedzi usłyszę, wyszlochane zdanie: "Artur ucz się i skończ studia" Strasznie mnie to podłamuje...

Tato

Nigdy nie mogłem liczyć na jego silną rękę i autorytet. Autorytetem była mama, to jej trzeba było słuchać, to ona była głową rodziny. To ona miała łeb na karku, to ona musiała się o wszystko martwić. Wszelkie próby przejęcia kontroli przez mojego ojca były duszone w zarodku. Jeśli z ojcem kojarzą się jakieś wspólne wypady, przejażdżki, wakacje, wspólne piwko w czasie meczu to niestety nie dotyczą one mojego ojca. Mój tato ciężko pracował przez swoje całe życie, przynosił pieniądze na stół i jego rola w rodzinie kończyła się. Poźniej siadał przed telewizorem, czasem poczytał gazetę albo godzinami ciułał swoje peudopustelnicze życie na działce ogrodniczej. Działka była jego całym życiem, uwielbiał pielęgnować rośliny, siać, plewić, oddychać świeżym powietrzem.

Brak komentarzy: