
Wczoraj po dłuższym czasie znowu pojawiłem się w kinie. Był to całkiem spontaniczny wypad, bo nawet nie wiedziałem jaki jest aktualny repertuar. Na pomysł wpadła Aśka, a ja przystałem na jej propozycję. Bo z jednej strony wypad do kina był niezłą randką, a z drugiej strony sposobem na moje "odchamienie się".
Nie znając repertuaru, nie posiłkując się internetem wybrałem film James Bond - 007 Quantum of Solace. Nie widziałem jeszcze ani jednej części przygód agenta 007, więc pomyślałem, że "lepiej poźno, niż wcale".
Film na tyle był dobry, że nawet siedząca obok mnie Aśka wtopiła wzrok w ekran i nie pozwoliła sobie uciąć nawet 5-minutowej drzemki. Quantum of Solace przypadł mi bardzo do gustu, ze względu na wartką akcję, efekty specjalne, ale przede wszystkim grę aktorską Daniela Craiga, wcielającego się w postać Jamesa Bonda.
Wieczór w kinie, wyszedł mi na dobre. Pogodziłem się z Aśką, zobaczyłem dobry film i wróciłem do akademika w dobrym nastroju. Tam jednak czekał na mnie stos porozrzucanych kartek z dopominającymi nauki siedmioma kolejnym lekami na wykładówkę...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz